W cieniu wielkiej polityki
(wszelkie prawa zastrzeżone)
niedziela, 6 maja 2012
Czy proboszcz może walnąć "focha" ?
” Argumenty na rzecz wiary religijnej byłyby obrazą dla małpy człekokształtnej, nie mówiąc o człowieku. Zatem dlaczego religia jest popularna? Bo łatwo ją ,,wyjaśnić” durniom (i oczywiście prawdziwym wyznawcom też), tak jak wszelką magię” Pat Condell .
Ale jaja . Słowo daję, dawno się tak nie "ubawiłam". No ale to ja, bo jestem agnostyczką z przekonania. Innym było znacznie mniej do śmiechu , a wręcz bym powiedziała wyglądali na zniesmaczonych…
A o co chodzi ?
No cóż… Mój najmłodszy idzie ( zobaczymy...) w tym roku do Komunii Św.
Idzie ( zobaczymy...) mimo moich poglądów, bo uważam że o tym czy wierzyć, czy nie może zdecydować jedynie człowiek dorosły i w pełni ukształtowany. Dla młodego Biblia i zawarte w niej opowieści są całkiem fajnymi bajkami. Dla mnie to opowieści o Krasnoludkach i Żelaznym Wilku w niektórych momentach nadające się nawet do postawienia konkretnej diagnozy ( bez obrazy)…
Wracając do tematu. Od jakiegoś czasu dla przyzwoitości uczestniczę we mszach i spotkaniach dla “komunistów”. Przeciętna msza tutaj trwa 1.15 min + spotkanie ok 30 min. czyli muszę się “poświęcać” przez całe 2 godziny. Dałoby się to może i znieść przy odrobinie wysiłku choć księżowskie kazania zbliżone są do ustnych przekazów słynnego ks. Natanka ( w krótkim czasie usłyszałam o szatanach, demonie urzędującym w TV – też tak czasami myślę – ciężkich grzechach etc. ) , ale dziś szanowny proboszcz zwyczajnie przegiął…
Wyobraźcie sobie. Wieś XXI wieku, kościół, msza+różaniec a po tym czasie spotkanie dla rodziców i dzieci… Umęczeni półtoragodzinnym czekaniem “komuniści” zostali na dzień dobry potraktowani pytaniem ilu z nich uczestniczyło codziennie we mszach majowych razem z rodzicami … Okazało się, że na 13 maluchów tylko jeden podniósł rękę.
Reszta musiała wysłuchać tyrady złożonej z pretensji i wypominania, że ks.proboszcz idzie im tak na rękę, a oni niewdzięcznicy nie są w stanie się wysilić i przyjść , mimo że ” niektórzy mieszkają obok kościoła”… ( Ten tekst był pod moim i syna adresem, bo tylko my mieszkamy w tej samej wsi prawie vis-a-vis ; całkiem to jednak było chybione ze względu na moje przekonania, których ani myślę zmienić czy się ugiąć i nie zacznę z wywieszonym jęzorem biegać razem z dewotkami na "majówki" i ani myślę poddawać się jakimkolwiek egzaminom i przeglądom na temat poglądów bijąc bogobojnie czołem w posadzkę ( o czym pani katechetka doskonale wie, bo do dzisiaj nie udzieliła mi odpowiedzi na paradoks omnipotencji...) a syn w ogóle nie skojarzył zajęty myśleniem o lodziarzu, niemniej gdybyśmy - całą rodziną - byli wierzący i praktykujący byłoby to co najmniej nieprzyjemnie i domyślam się celowo na mnie ukierunkowane, bo to do kościoła nie chodzi, na tacę nie daje, a po łachę przyszła do wielkiego klechy . A guzik. Jak dla mnie chrzest wystarczy. To jemu powinno zależeć na tym aby mieć jednego wiernego więcej, to jego życiowa rola. Nie moja, co to to nie. Ja zajmuję się żywymi ludźmi .) . Po owym występie zawinął sutannę i warknął ” spotkania dzisiaj nie będzie” po czym palnął na zakrystię .
Miał biedaczek pecha, że w tym cyrku uczestniczyła również moja pielęgniarka, która potrzebowała zaświadczenia dla syna, ( będzie się w najbliższym czasie żenił) . Aby otrzymać ów kwitek musiała pomaszerować razem z “obrażonym” proboszczem na plebanię, gdzie…. za suto zastawionymi stołami w oparach smakowitości siedziało stado księżowskich gości do których de facto ów się tak spieszył (wygłodzony i spragniony do tego stopnia), że w paskudny sposób poniżył dzieci i ich rodziców. Tych wierzących.
Po mnie spłynęło. Po nich niekoniecznie.
A tak swoją drogą uważam,że tego typu zachowania nic innego nie robią tylko szkodzą Kościołowi jako takiemu. Do ludzi a zwłaszcza do dzieci trzeba mieć odpowiednie podejście. Dlatego moje starsze latorośle chodziły do szkoły salezjańskiej. Bo tam księża potrafią współpracować na odpowiednim poziomie zarówno z uczniami jak i ich rodzicami. I nie plotą o Demonach. Są elastyczni i w miarę postępowi. Zdają sobie sprawę z tego, że człowiek coraz głębiej zagląda Panu Bogu w kieszeń i rozumieją , że Kościół chcąc przetrwać musi również ewoluować.
Takie zachowania jakiego byłam świadkiem odstręczają tylko i wywołują bunt nie przynosząc panom w sukienkach chrześcijańskiej chwały ponieważ nie mają nic wspólnego z pierwotnym przekazem wiary , której są orędownikami . Pokazują obłudę i wygodnictwo i są świadectwem głupoty i krótkowzroczności. To co stanowiło wieki temu o sile Kościoła tj. strach przed Piekłem, Diabłem i Demonami dzisiaj wywołuje nawet u wierzących delikatny uśmieszek. Faktem jest, że konstrukcja kościelnych zasad to majstersztyk manipulacji gawiedzią ale niestety odstaje od współczesnego świata coraz bardziej a brak zmian w kościelnej retoryce nawet w Polsce doprowadzi do sytuacji znanej nam chociażby z sąsiednich Niemiec… To tylko kwestia czasu. Wystarczy obserwować.
AMEN.
PS.
Cóż… . Widać zdrowsza jestem kiedy nie mam kontaktu z nadętym klerem . Kościołowi też wychodzi to na zdrowie. Mam nadzieję, że wytrzymam do końca tej szopki i nie dojdzie do niekontrolowanej wymiany zdań miedzy mną a proboszczem. Ale nie ręczę za siebie. Mogę następnym razem wyrazić w murach kościoła swoją opinię bo nie uda się mnie ściągnąć do poziomu "ciemnej masy" co może i zamarzyło się proboszczowi. Cóż, nade mną władzy nie ma i miał nie będzie. Musi się zadowolić tym co ma.
poniedziałek, 23 kwietnia 2012
Gmina Sokołów walczy ze śmieciami!
2012-04-20
Gmina Sokołów walczy ze śmieciami!
Jadąc w pobliżu lasów w powiecie sokołowskim nie sposób nie zauważyć sterty śmieci wyrzucanych na pobocza. Szczególnie widoczne jest to w gminie Sokołów Podlaski, jednak niebawem ma się wszystko zmienić. - Lasy są zaśmiecane oczywiście przez mieszkańców, jednak absolutnie nie osądzam mieszkańców naszej gminy. Dużo śmieci pochodzi z okolicznych miejscowości, a zdarzają się również śmieci z Warszawy i okolic. – twierdzi wójt gminy Sokołów Marcin Pasik. Wyrzucanie śmieci w nie wyznaczone do tego miejsca jest wykroczeniem za które grozi mandat karny w wysokości od 50 do 500 zł. W wychwyceniu osób popełniających to wykroczenie pomaga również sokołowska policja. - Kilka dni temu udało nam się odnaleźć człowieka, który wyrzucił do lasu w Czerwonce dużą ilość zniszczonych siedzeń samochodowych. Dzielnicowy kilkakrotnie jeździł na miejsce zdarzenia, zbierał dowody po czym dotarł do osoby odpowiedzialnej za to wykroczenie. Mężczyzna został ukarany mandatem, oraz został nałożony na niego obowiązek usunięcia zanieczyszczeń na swój koszt. – informuje oficer prasowy KPP Sławomir Tomaszewski. Dużo cięższa sytuacja jest w przypadku dróg gminnych, przy których również znajduje się duża ilość śmieci -W przypadku śmieci przy drogach dużo ciężej jest znaleźć osobę zaśmiecającą, szczególnie wtedy gdy w wyrzuconych śmieciach nie ma żadnych danych osobistych tego człowieka. – dodaje wójt. Warto przypomnieć, że osoby wyrzucające śmieci do lasów czy na pobocza nie mogą czuć się bezpieczne i bezkarne, ponieważ w momencie odnalezienia takich odpadów, śmieci dokładnie są przeszukiwanie w celu odnalezienia śladu, który mógłby naprowadzić na trop osoby popełniającej to wykroczenie. Bardzo często w naszych śmieciach znajduje się jakaś korespondencja, czy rachunki, które od razu wskazują osobę popełniającą to wykroczenie. W miniony piątek gmina Sokołów we współpracy ze Starostwem Powiatowym rozpoczęła akcję oczyszczania lasów. - My jako gmina jesteśmy zobowiązani do tego aby zapewnić osoby, które zajmą się sprzątaniem lasów i poboczy. Starostwo natomiast zapewnia worki, oraz wywiezienie śmieci na wypisko. Tak jest w przypadku dróg powiatowych. Jednak nie poprzestaniemy tylko na tych drogach. Oczyszczone zostaną również drogi gminne, a koszt, który nie jest duży, wywiezienia tych odpadów będzie należał do gminy. – dodaje Marcin Pasik. Wójt gminy Sokołów Podlaski ma nadzieję, że niebawem problem odpadów przestanie być aktualny. Niebawem zacznie obowiązywać tzw. „ustawa śmieciowa”, za sprawą której każdy mieszkaniec gminy zobowiązany zostanie do płacenia podatku za śmieci i to gmina będzie odpowiedzialna za to, aby dopilnować tego, że każdy z mieszkańców uiści tą opłatę. - W momencie gdy każdy będzie musiał płacić za swoje śmieci, wyrzucanie odpadów do lasu po prostu przestanie być atrakcyjne. – mówi pełny nadziei wójt. Akcja sprzątania lasów i dróg ma potrwać około 3 tygodni. JF
Komentarz : Chyba nie pisałabym o szukaniu namiarów na śmieciarzy. Teraz żaden z nich nie wyrzuci nic, co można by powiązać z jego osobą. To był strzał w kolano.
ALE JAK WIDAĆ MOŻNA !!!!
Gmina Sokołów walczy ze śmieciami!
Jadąc w pobliżu lasów w powiecie sokołowskim nie sposób nie zauważyć sterty śmieci wyrzucanych na pobocza. Szczególnie widoczne jest to w gminie Sokołów Podlaski, jednak niebawem ma się wszystko zmienić. - Lasy są zaśmiecane oczywiście przez mieszkańców, jednak absolutnie nie osądzam mieszkańców naszej gminy. Dużo śmieci pochodzi z okolicznych miejscowości, a zdarzają się również śmieci z Warszawy i okolic. – twierdzi wójt gminy Sokołów Marcin Pasik. Wyrzucanie śmieci w nie wyznaczone do tego miejsca jest wykroczeniem za które grozi mandat karny w wysokości od 50 do 500 zł. W wychwyceniu osób popełniających to wykroczenie pomaga również sokołowska policja. - Kilka dni temu udało nam się odnaleźć człowieka, który wyrzucił do lasu w Czerwonce dużą ilość zniszczonych siedzeń samochodowych. Dzielnicowy kilkakrotnie jeździł na miejsce zdarzenia, zbierał dowody po czym dotarł do osoby odpowiedzialnej za to wykroczenie. Mężczyzna został ukarany mandatem, oraz został nałożony na niego obowiązek usunięcia zanieczyszczeń na swój koszt. – informuje oficer prasowy KPP Sławomir Tomaszewski. Dużo cięższa sytuacja jest w przypadku dróg gminnych, przy których również znajduje się duża ilość śmieci -W przypadku śmieci przy drogach dużo ciężej jest znaleźć osobę zaśmiecającą, szczególnie wtedy gdy w wyrzuconych śmieciach nie ma żadnych danych osobistych tego człowieka. – dodaje wójt. Warto przypomnieć, że osoby wyrzucające śmieci do lasów czy na pobocza nie mogą czuć się bezpieczne i bezkarne, ponieważ w momencie odnalezienia takich odpadów, śmieci dokładnie są przeszukiwanie w celu odnalezienia śladu, który mógłby naprowadzić na trop osoby popełniającej to wykroczenie. Bardzo często w naszych śmieciach znajduje się jakaś korespondencja, czy rachunki, które od razu wskazują osobę popełniającą to wykroczenie. W miniony piątek gmina Sokołów we współpracy ze Starostwem Powiatowym rozpoczęła akcję oczyszczania lasów. - My jako gmina jesteśmy zobowiązani do tego aby zapewnić osoby, które zajmą się sprzątaniem lasów i poboczy. Starostwo natomiast zapewnia worki, oraz wywiezienie śmieci na wypisko. Tak jest w przypadku dróg powiatowych. Jednak nie poprzestaniemy tylko na tych drogach. Oczyszczone zostaną również drogi gminne, a koszt, który nie jest duży, wywiezienia tych odpadów będzie należał do gminy. – dodaje Marcin Pasik. Wójt gminy Sokołów Podlaski ma nadzieję, że niebawem problem odpadów przestanie być aktualny. Niebawem zacznie obowiązywać tzw. „ustawa śmieciowa”, za sprawą której każdy mieszkaniec gminy zobowiązany zostanie do płacenia podatku za śmieci i to gmina będzie odpowiedzialna za to, aby dopilnować tego, że każdy z mieszkańców uiści tą opłatę. - W momencie gdy każdy będzie musiał płacić za swoje śmieci, wyrzucanie odpadów do lasu po prostu przestanie być atrakcyjne. – mówi pełny nadziei wójt. Akcja sprzątania lasów i dróg ma potrwać około 3 tygodni. JF
Komentarz : Chyba nie pisałabym o szukaniu namiarów na śmieciarzy. Teraz żaden z nich nie wyrzuci nic, co można by powiązać z jego osobą. To był strzał w kolano.
ALE JAK WIDAĆ MOŻNA !!!!
sobota, 7 kwietnia 2012
Karetka do szpitala "na ratunek" nie przyjedzie ???

Próbuję rozgryźć problem legislacyjny , techniczny czy jak tam zwał w związku z coraz częściej powtarzającymi się przypadkami odmów przyjazdów karetek “S” do izb szpitalnych ( do pacjentów w stanie zagrożenia życia wymagających transportu do ośrodków referencyjnych).
No bo wygląda to tak :
USTAWA
z dnia 8 września 2006 r.
o Państwowym Ratownictwie Medycznym mówi :
http://isap.sejm.gov.pl/DetailsServlet?id=WDU20061911410
(…) Art. 33.
1. Szpitalny oddział ratunkowy oraz jednostka organizacyjna szpitala wyspecjalizowana w zakresie udzielania świadczeń zdrowotnych niezbędnych dla ratownictwa medycznego udzielają świadczeń opieki zdrowotnej osobie w stanie nagłego zagrożenia zdrowotnego.
2. W razie konieczności szpital, w którym znajduje się szpitalny oddział ratunkowy, lub jednostka organizacyjna szpitala wyspecjalizowana w zakresie udzielania świadczeń zdrowotnych niezbędnych dla ratownictwa medycznego zapewnia niezwłoczny transport sanitarny osoby w stanie nagłego zagrożenia zdrowotnego do najbliższego zakładu opieki zdrowotnej udzielającego świadczeń opieki zdrowotnej w odpowiednim zakresie.
Art. 34.
Minister właściwy do spraw zdrowia określi, w drodze rozporządzenia:
1) szczegółowe zadania szpitalnych oddziałów ratunkowych,
2) szczegółowe wymagania dotyczące lokalizacji szpitalnych oddziałów ratunkowych w strukturze szpitala oraz warunków technicznych,
3) minimalne wyposażenie, organizację oraz minimalne zasoby kadrowe szpitalnych oddziałów ratunkowych
- uwzględniając konieczność zapewnienia osobom w stanie nagłego zagrożenia zdrowotnego odpowiednich świadczeń opieki zdrowotnej.
Art. 35.
1. Szpitalne oddziały ratunkowe oraz jednostki organizacyjne szpitali wyspecjalizowane w zakresie udzielania świadczeń zdrowotnych niezbędnych dla ratownictwa medycznego mają obowiązek uzyskać potwierdzenie spełniania wymagań określonych przepisami, wydane przez jednostkę podległą ministrowi właściwemu do spraw zdrowia, właściwą w zakresie monitorowania jakości świadczeń zdrowotnych.
2. Brak potwierdzenia, o którym mowa w ust. 1, powoduje nieuwzględnienie w planie na rok następny szpitalnego oddziału ratunkowego lub jednostki organizacyjnej szpitala wyspecjalizowanej w zakresie udzielania świadczeń zdrowotnych niezbędnych dla ratownictwa medycznego. (…).
Fachowcy mówią tak :
” (…)Z wielu istniejących placówek służby zdrowia tylko niewielka liczba zapewnia poziom świadczeń niezbędny do stosowania procedur ratujących życie ( a więc większość nie spełnia wymogów art. 33 i 35 ustawy o PRM dop.wł).(…)”
Z kolei
Zarządzenie nr 84/2008/DSM Prezesa NFZ z dnia 15 października 2008 r. mówi tak :
“(…) w sprawie określenia warunków zawierania i realizacji umowy w rodzaju ratownictwo medyczne, które w § 8 ust. 12 stanowi, iż zespół ratownictwa medycznego zapewniający dobową gotowość do udzielania świadczeń nie może realizować w tym czasie zleceń od innych podmiotów oraz udzielać świadczeń, wynikających z realizacji umów o udzielanie świadczeń opieki zdrowotnej w innych rodzajach świadczeń, a w szczególności leczenia szpitalnego, nocnej i świątecznej wyjazdowej opieki lekarskiej i pielęgniarskiej, transportu sanitarnego w podstawowej opiece zdrowotnej.(…)”
Do tego pan Sławomir Adam Tarka Zastępca Dyrektora MOW NFZ twierdzi , że :
“(…) Jednocześnie należy podkreślić, że konieczność zabezpieczenia transportu (w tym również transportu asekuracyjnego z lekarzem) obowiązuje Świadczeniodawców w przypadku realizacji umów w rodzaju leczenie szpitalne, w tym szczególnie w zakresie świadczeń realizowanych w szpitalnym oddziale ratunkowym lub szpitalnej izbie przyjęć.(…)”
I tu mam problem. Skoro ustawa o PRM jasno stwierdza kto ma obowiązek zapewnić choremu w stanie zagrożenia życia transport sanitarny to jak się to ma do zarządzenia prezesa NFZ i komentarza pana Tarki ?
Przecież patrząc realnie jest bardzo dużo placówek szpitalnych nie wpisujących się w ww. ustawę i co one w tej sytuacji mają robić, kiedy jednostki PRM nagminnie odmawiają im przewiezienia pacjenta ? I co do ustawy ma pierwsza lepsza Izba Przyjęć nie będąca jednostką organizacyjną szpitala wyspecjalizowaną w zakresie udzielania świadczeń zdrowotnych niezbędnych dla ratownictwa medycznego bo :
Art. 35.
1. Szpitalne oddziały ratunkowe oraz jednostki organizacyjne szpitali wyspecjalizowane w zakresie udzielania świadczeń zdrowotnych niezbędnych dla ratownictwa medycznego mają obowiązek uzyskać potwierdzenie spełniania wymagań określonych przepisami, wydane przez jednostkę podległą ministrowi właściwemu do spraw zdrowia, właściwą w zakresie monitorowania jakości świadczeń zdrowotnych.
????
Ktoś jest w stanie to ugryźć i rozgryźć ? Kiedy szanowni prawodawcy zaprzeczają sobie nawzajem (na zdrowy rozum)
PS. W województwie mazowieckim nigdzie nie można znaleźć stosownego wykazu wojewody w odniesieniu do placówek szpitalnych. Znalazłam wykazy z woj.dolnośląskiego, poznańskiego, gdańskiego ale mazowieckiego nie. Więc na czym opierają się CPR-y i koordynatorzy odmawiając transportu sanitarnego “na ratunek życia” konkretnym placówkom ?
Nie mam bladego pojęcia, ale widać upośledzona jestem. Albo co…Jedno co wiem, to nasz szpital nie ma SOR a jedyną jednostką organizacyjną (…) jest oddział neonatologiczny posiadający karetkę typu “N” z miejscem na inkubator ( nie na nosze !!!).
PRZYKŁAD ABSURDU :
http://krakow.naszemiasto.pl/artykul/1315491,karetka-dla-pacjenta-w-uzdrowisku-czy-szpitalu,id,t.html?kategoria=663
Krótko mówiąc psychiatra ma wepchnąć umierającego pacjenta do karetki transportowej z drugim psychiatrą i dostarczyć do SOR albo jednostki wyspecjalizowanej ( zobowiązanej posiadać własny transport sanitarny w odróżnieniu do szpitala psychiatrycznego leczącego np.ostre psychozy zagrażające życiu ale nie OSTRE ZAWAŁY tudzież UDARY)- jeśli dobrze rozumiem ( patrz link niżej)- ponieważ kompilacja ustaw stworzona przez prezesa NFZ obliguje ich do tego . Cóż za stek nielogicznych bzdur !!!
STANOWISKO PREZESA NFZ J.PASZKIEWICZA
http://www.nfz-rzeszow.pl/files/komunikaty/2012/zal_1.pdf
http://isap.sejm.gov.pl/DetailsServlet?id=WDU20042102135
http://isap.sejm.gov.pl/DetailsServlet?id=WDU20111120654
Jak z powyższego wynika ustawa o PRM z 2006 roku stoi w opozycji do ustawy o działalności leczniczej z 2011 roku cytowanej w piśmie pana J.Paszkiewicza.( z resztą, stoi w opozycji do wszystkich cytowanych aktów prawnych…SIC!)
HA !!!

NA KONIEC DOBRA RADA : Wyrzucać pod osłona nocy umierających i nieprzytomnych pacjentów z IP na ulicę i dzwonić z najbliższej budki telefonicznej pod 112 udając , że nigdy nie widzieliśmy ich na oczy. Bez żartów. W tej sytuacji mają szansę na przeżycie.
środa, 4 kwietnia 2012
Artykuł-wywiad ;-)

“Gmina Sokołów Podlaski. Problemy wiejskich ośrodków zdrowia"
Redaktor: Krzysztof Czarnecki
02.04.2012.
W powiecie sokołowskim zapanowało niezadowolenie wśród samorządów gminnych z powodu groźby zamknięcia w wiejskich ośrodkach zdrowia gabinetów rehabilitacyjnych. Część samorządowców deklaruje, że gdy dyrekcja SPZOZ w Sokołowie Podlaskim zamknie im gabinety rehabilitacyjne, odejdą oni od SPZOZ i zaczną szukać prywatnych inwestorów chętnych przekształcić ośrodki w NZOZ-y. Jak to wygląda na przykładzie gminy Sokołów Podlaski, która jako jedyna gmina w powiecie sokołowskim ma na swym terenie dwa wiejskie ośrodki zdrowia: w Czerwonce i w Skibniewie. W ośrodku zdrowia w Czerwonce przyjmuje dr Monika Landzberg, która niedawno startowała w konkursie na zastępcę dyrektora ds. lecznictwa w sokołowskim SPZOZ i problemy wiejskich ośrodków zdrowia nie są jej obce.
Pani Monika Landzberg w 1997 r. ukończyła studia na Akademii Medycznej w Warszawie i w 1998 r. podjęła pracę w Ośrodku Zdrowia w Wyszkowie. Ukończyła specjalizację I stopnia z chorób wewnętrznych ( nie I-stopnia, jestem specjalistą, czeski błąd) . Specjalizowała się w Klinice Kardiologii w Warszawie przy ul. Banacha pod opieką prof. Krzysztofa Filipiaka. Od 2005 r. pracuje w Ośrodku Zdrowia w Czerwonce i również w Przychodni Rejonowej w Sokołowie Podlaskim. Od 2012 r. jest kierownikiem Poradni Specjalistycznych w Sokołowie Podlaskim.
Obecnie największym problemem ośrodków zdrowia nie tylko na terenie gmin powiatu sokołowskiego jest niedobór kadrowy. Małe wiejskie ośrodki zdrowia, takie jak w Czerwonce czy w Skibniewie, gdzie przeciętna ilość pacjentów wynosi około 1200-1250 osób, mają bardzo duże niedobory kadrowe.
– Na chwilę obecną mamy pełną obsadę kadrową w Czerwonce – informuje dr Monika Landzberg. –Natomiast w Gminie Sokołów Podlaski funkcjonuje jeszcze ośrodek zdrowia w Skibniewie, który nie ma obsady, a ilość pacjentów jest porównywalna do tego w Czerwonce. Nie jest to pełen ośrodek zdrowia, to w zasadzie punkt lekarski. Ze względu na braki kadrowe pracują tam lekarze w godzinach popołudniowych i nie są na stałe przydzieleni do tego ośrodka. Obecnie przyjmuje tam pacjentów dr Śmiejkowski. Jest to zdecydowanie zaniedbany ośrodek i już od wielu lat nie można znaleźć tam personelu, ponieważ nikt nie chce podjąć pracy w tak małym ośrodku zdrowia. Nikt prywatnie nie będzie tam przyjmował, ponieważ nie będzie go stać na utrzymanie tej przychodni. W SPZOZ w Sokołowie Podlaskim mamy także duży problem kadrowy, ponieważ brakuje lekarzy – zarówno w Podstawowej Opiece Zdrowotnej ze specjalizacją medycyny rodzinnej, a poza tym lekarzy internistów i pediatrów.
W wiejskim ośrodku zdrowia w Czerwonce oprócz mnie pracuje pielęgniarka środowiskowa i rodzinna – Krystyna Rosiak, technik rehabilitacji – Małgorzata Żochowska, która prowadzi w Czerwonce w ramach filii rehabilitację w ośrodku, a od ubiegłego roku prowadzi rehabilitację w domu pacjenta. Pacjenci obłożnie chorzy, leżący – nie tylko z rejonu Czerwonki ale i z powiatu sokołowskiego mają możliwość skorzystania z takiej rehabilitacji w warunkach domowych. W ośrodku pracuje także stomatolog i pomoc techniczna stomatologiczna, przyjmują pacjentów w środy i czwartki od godzin porannych do godz. 1300. W ubiegłym roku otrzymaliśmy lepszej jakości unit stomatologiczny składający się z fotela, na którym siedzi pacjent oraz akcesoriów niezbędnych do pracy lekarza. Dzięki uprzejmości dyrektora, Krzysztofa Lubińskiego, otrzymaliśmy sprzęt ze szpitala, mamy więc w tej chwili wysokoobrotowe wiertło, mamy też lepsze warunki do przyjmowania pacjentów. Dzięki władzom Gminy Sokołów Podlaski ośrodek nasz dysponuje bardzo dobrym sprzętem, także dzięki prywatnym sponsorom, takim jak m.in. właściciel sieci sklepów TOPAZ, pan Zbigniew Paczóski, który pomógł nam z zakupie m.in. magnotrenu, wykorzystywanego w rehabilitacji (terapia impulsowym polem małej częstotliwości), który jest bardzo drogi. Stosujemy terapię laserem, prądami Trauberta, mamy jontoforezę, klatkę do ćwiczeń – jak na warunki wiejskie bardzo dobry sprzęt do rehabilitacji. W związku z tym mamy też bardzo wielu pacjentów. Niezwykle trudno jest utrzymać poradnię rehabilitacyjną w wiejskich ośrodkach zdrowia, tym bardziej, że pojawił się taki trend, żeby te poradnie zamykać. Nasz gabinet rehabilitacyjny znajduje się na wysokim parterze i aby spełnić wymogi NFZ, należy dostosować budynek. Mamy trudne warunki, gdyż budynek ten powstał w latach pięćdziesiątych lub sześćdziesiątych, nie dostosowano go wówczas dla osób niepełnosprawnych. Na chwilę obecną planujemy montaż windy dla osób niepełnosprawnych albo budowę podjazdu. Nasz problem polega na tym, że nie mamy ustalonych warunków własnościowych dotyczących budynku ośrodka. Budynek stoi na gruntach osób prywatnych. Gmina stara się o przejęcie tego terenu od tych osób. Większość z nich chciała nieodpłatnie przekazać grunt gminie, niestety, jedna osoba nie zgodziła się i zażyczyła sobie ekwiwalentu pieniężnego za część gruntu należącego do niej. Jeżeli płacić jednemu to należy zapłacić wszystkim. Niestety, gminy nie stać na wypłacenie wszystkim osobom ekwiwalentu. Budynek ośrodka był budowany społecznie przez mieszkańców Czerwonki. Gmina, jeśli nie przejmie tego budynku, nie będzie w stanie przeprowadzić ani remontu, ani dostosować go do wymogów unijnych i jeżeli taki stan przeciągnie się powyżej 2013 czy 2014 roku, możemy stracić ten ośrodek.
Wówczas będzie musiał zostać zamknięty. Obecnie nasza współpraca z wójtem, Marcinem Pasikiem, układa się bardzo dobrze. Liczymy na to, że będzie ona dalej tak przebiegała, że będzie on nam pomagał i nas wspierał przede wszystkim w tym, abyśmy utrzymali nasz gabinet rehabilitacyjny. Żaden z gabinetów rehabilitacyjnych nie ma usług kontraktowanych przez NFZ, ponieważ według wymogów przy każdym gabinecie, który wykonuje czynności rehabilitacyjne, powinien być albo lekarz rehabilitant albo magister rehabilitacji. Jest wyjście z tej sytuacji, że pani Małgorzata Żochowska podejmie studia uzupełniające.
– Gminne samorządy są niezadowolone z tego, że próbuje się im zamykać gabinety rehabilitacyjne. Wójtowie przebąkują nawet o tym, że będą szukać chętnych, którzy przejmą wiejskie ośrodki zdrowia i otworzą NZOZ. Jakie jest Pani zdanie na ten temat? – pytamy panią doktor.
– Jeżeli chodzi o prywatyzację wiejskich ośrodków zdrowia to jest to nierealne, jeżeli miałaby je przejąć jedna osoba i przekształcić w NZOZ. Koszty utrzymania tego budynku, utrzymania personelu niezbędnego do prowadzenia ośrodka plus koszty amortyzacji sprzętu, lekarstw i koszt wykonywanych badań, które trzeba wykonywać pacjentom – byłyby zbyt duże. – mówi dr Monika Landzberg. – W przypadku takich ośrodków jak Czerwonka czy Skibniew, gdzie jest tak mała ilość zapisanych osób, nie ma możliwości otworzenia NZOZ. Inaczej wyglądałaby sytuacja, gdyby gmina zdecydowała się otworzyć Gminne Ośrodki Zdrowia i ustalić niepełny wymiar czasu pracy, bo w tym momencie NZOZ musi pracować od godz. 800 do 1800. Przy prowadzeniu GOZ jest inna sytuacja organizacyjna, gdyż to gmina kontraktuje usługi, gmina utrzymuje budynek, gmina opłaca personel. W przypadku NZOZ osoba, która zdecydowałaby się zakontraktować usługi na dany ośrodek, musi pokryć koszt utrzymania tego budynku, opłat za badania i za pozostałe czynności, które są wykonywane. I musiałaby wyjść z tej działalności z jakimś zyskiem. Nie ma możliwości tego zrealizować przy takiej ilości pacjentów. Taka działalność byłaby zdecydowanie deficytowa – i w Skibniewie, i w Czerwonce. Gdyby w gminie sytuacja – być albo nie być wiejskich ośrodków zdrowia stanęła na ostrzu noża – i gminy chciały odciąć się od SPZOZ w Sokołowie Podlaskim, jedynym sensownym wyjściem byłoby je przekształcić w GOZ-y. Samorządy gminne protestują przeciwko likwidacji gabinetów rehabilitacyjnych, lecz nie bardzo wiedzą, z czego to wynika. To wynika z przepisów odgórnych narzuconych przez Narodowy Fundusz Zdrowia. Dyrektor SPZOZ w Sokołowie Podlaskim w którymś momencie obiecywał, że będzie rozwijał rehabilitację zarówno w Kosowie Lackim, jak i w innych ośrodkach, natomiast okazało się, gdy przyjrzano się dogłębniej przepisom, kiedy w tej kwestii wypowiedział się NFZ, że takiej możliwości nie ma. Wójtowie inwestowali w gabinety rehabilitacyjne, zakupili bardzo dużo sprzętu rehabilitacyjnego i tak naprawdę cały ten sprzęt rehabilitacyjny, który dzisiaj zalega w ośrodkach zdrowia, jest tylko i wyłącznie własnością gmin. Więc gminy – w momencie, kiedy wycofa im się gabinety rehabilitacyjne, zostają bez gabinetu, lecz ze sprzętem, który jest dla nich bezużyteczny w tej sytuacji. Gdyby to był sprzęt zakupiony przez SPZOZ w Sokołowie Podlaskim, to wiadomo, szpital zabiera swój sprzęt i wykorzystuje na rzecz pacjentów gdzie indziej. W tej chwili jedyną możliwością obejścia tych przepisów jest to, że rehabilitanci będą podejmować kształcenie, czyli je uzupełniać. Sam fakt, że zaczynają studiować już im daje pewne pole manewru. Informacja, że dana osoba podjęła studia magisterskie – bo moim zdaniem lepiej żeby nie uzupełniali swojej wiedzy o licencjat, tylko od razu uzupełniali o studia magisterskie – pozwoli im nadal pracować. A może się okazać, że za dwa lata sytuacja zmieni się diametralnie, bo mówi się nieoficjalnie, że wszyscy technicy rehabilitanci stracą możliwość wykonywania zawodu, ponieważ minimum będzie wymagany licencjat, a niestety, technik rehabilitacji to nie jest tytuł równorzędny licencjatowi. Niestety, my nie mamy wpływu na te przepisy, które zmieniają się odgórnie i dyrekcja szpitala też nie ma na to wpływu. Jeżeli dojdzie do takiej sytuacji, że NFZ zakwestionuje nam funkcjonowanie tych ośrodków bądź będą dalej przynosiły nam straty, będziemy zmuszeni wycofać świadczenia, aczkolwiek bardzo niechętnie. Dlatego że nasz ośrodek dzięki tym zabiegom rehabilitacyjnym doskonale funkcjonuje, nie ma żadnych kolejek, co jest bardzo ważne. Pracuje u nas bardzo dobra rehabilitantka, której pracę sama kontroluję, nadzoruję i niezwykle cenię jej umiejętności. Dla naszych pacjentów wycofanie rehabilitantów z wiejskich ośrodków zdrowia czy zamknięcie gabinetów rehabilitacyjnych byłoby wielką tragedią.
Rozpatrując problematykę dochodowości takich ośrodków zdrowia jak w Czerwonce, można śmiało powiedzieć, że możliwość utrzymania tego ośrodka dla dużego pracodawcy, jakim jest SPZOZ w Sokołowie Podlaskim, jest zupełnie inna. Mamy część pacjentów, którzy się leczą, lecz też ludzi młodych, zdrowych, którzy nie korzystają z usług medycznych. Jeżeli mamy dużą ilość pieniędzy i ze 100% pacjentów 40% leczy się systematycznie, korzysta z naszych usług, wykupuje leki – to cały czas pula 60% pozostaje niewykorzystana i można ją przesuwać. W momencie, kiedy mamy mały ośrodek, mało pacjentów, a musimy wykonać te same czynności, to w tym momencie jest to nieopłacalne, bo powstanie deficyt. Tam deficytu nie będzie, bo pieniądze są płynne. W przypadku Czerwonki, gdyby ośrodek miał się oderwać i funkcjonować jako odrębna jednostka z tą ilością pacjentów, którą ma, nie bylibyśmy w stanie się utrzymać. Władze gminy na chwilę obecną nie mówią nic na temat oderwania się od SPZOZ w Sokołowie Podlaskim i wprowadzania innych zmian organizacyjnych w funkcjonowaniu wiejskich ośrodków zdrowia. Nie ukrywam, że wójt pytał mnie o różne możliwości, czy ośrodek prywatyzować, czy przekształcać go w formę Gminnego Ośrodka Zdrowia. Jako dobry gospodarz gminy rozważa wszelkie alternatywy, by poprawić dostępność do świadczonych usług medycznych w zarządzanej przez siebie gminie. Moim zdaniem – jeżeli ośrodek miałby przejść w prywatne ręce – to tylko w ręce dużych przychodni, które już mają wielu pacjentów, więc u nich ten koszt się rozłoży, chociaż nie jest to opłacalne nawet dla takich NZOZ-ów jak “STARÓWKA” czy “OMEGA” i raczej nie byłyby one zainteresowane takim małym ośrodkiem. Z mojego doświadczenia mogłabym poradzić wójtowi przekształcenie w Gminny Ośrodek Zdrowia, ponieważ on miałby inne możliwości kontraktowania usług, może ustalać inne godziny pracy lekarza. Są gminy, które mają doświadczenie w prowadzeniu GOZ, chociażby Mokobody, Grębków czy Sadowne. Należałoby zasięgnąć ich opinii, w jaki sposób prowadzą te ośrodki, jak kontraktują usługi w NFZ i czy im się to opłaca. Tam lekarze pracują na etacie, nie tak jak w NZOZ, gdzie lekarz ma obowiązek otoczyć pacjentów opieką od godz. 800 do 1800. W przypadku, gdy jest GOZ, ustalamy etat 7,35 godz. i lekarz nie ma obowiązku otoczyć pacjentów opieką do 1800, gmina później podpisuje umowę na usługi z największym ośrodkiem, który te usługi prowadzi w godzinach popołudniowych i ci pacjenci po 1500 tam się udają. Rozwiązaniem dla gminy mogłoby być takie rozwiązanie, że w GOZ zatrudniłby jednego lekarza do obsłużenia dwóch ośrodków, w Czerwonce i w Skibniewie. Ustalenie godzin pracy na rano i popołudnie i w poszczególne dni tygodnia. Jeżeli byłby to jeden lekarz na etacie obsługujący dwa ośrodki, można byłoby ewentualnie te dwa ośrodki podłączyć pod jeden GOZ. Tylko i wyłącznie pod tym warunkiem miałoby to rację bytu. Znalezienie lekarza do Skibniewa byłoby bardzo trudne, gdyż są braki w przychodni w SPZOZ w Sokołowie Podlaskim i gdyby dyrektor miał zatrudniać lekarzy, to priorytetem jest przychodnia miejska. Odchodzi dr Rudnicka, odchodzi dr Koszarska, więc tracimy lekarzy i w POZ pozostaje tylko dr Miller, dr Czaczkowska, dr Krasnodębski i dr Grabowski, który przyjmuje trzy godziny dziennie. Zostajemy bez lekarzy, ja przyjmuję też tylko raz w tygodniu, gdyż częściej nie dam rady. SPZOZ w Sokołowie Podlaskim ma więc zapotrzebowanie w tej chwili na dwóch lekarzy. A na pediatrii po odejściu dr Koszarskiej zostaje tylko dr Grabowska, jedna osoba z oddziału. Tak więc znalezienie obecnie lekarza do ośrodka zdrowia na wsi graniczy z cudem. Nie jest proste pozyskanie lekarza na wieś. W Skibniewie w ośrodku są warunki mieszkaniowe. Jest możliwość zaadoptowania pomieszczeń na mieszkanie. Wójt ma takie plany, podobno rozmawiał na ten temat z dyrektorem Lubińskim, aby wspólnie zainwestować w lokal, jeden dałby materiały, drugi pracowników i mieszkanie zostałoby wyremontowane. Byłby to niewątpliwie atut, który mógłby zachęcić lekarzy do pracy w Skibniewie. Pierwsze, o co pyta młody lekarz ze specjalizacją, gdy chce się przenieść do obcego miasta, to czy będzie miał gdzie mieszkać. Budynek ośrodka w Skibniewie też wymaga remontu, gdyż jest bardzo zagrzybiony. Sama mieszkam od 2005 roku w mieszkaniu służbowym w Czerwonce.
Jak widać, problemy wiejskich ośrodków zdrowia niejednemu wójtowi zapewne nie dają spać. Jakie jest najlepsze wyjście, jaka alternatywa, by poprawić dostępność do usług medycznych w gminach dla ludności wiejskiej? Jest to ciężki dylemat wszystkich samorządów gminnych, gdyż – niestety – polska służba zdrowia jest coraz bardziej chora i nikt nie może znaleźć na nią cudownego lekarstwa.”
Jak dla mnie trochę za dużo… Ale niech tam.
92 year old doctor continues his work in emergency !!!

Doktor z doświadczeniem: 92 lata i nadaj dyżuruje w pogotowiu
Alicja Katarzyńska
04.04.2012
Doktor Władysław Przybył, specjalista chorób wewnętrznych, radiologii i radiodiagnostyki. Obecnie lekarz pogotowia ratunkowego w Słupsku, podstacja w Ustce. Dyżury trzy razy w tygodniu przed południem. Lat 92
Doktor Przybył z okazji 92. urodzin otrzymał wczoraj od Mieczysława Struka, marszałka województwa pomorskiego, srebrne spinki do mankietów. – Srebrne spinki w złote ręce – gratulował doktorowi marszałek.
Nie tylko imponującego wieku, ale przede wszystkim tego, że pan doktor jest najstarszym w Polsce czynnym zawodowo lekarzem. Pracuje w usteckiej podstacji Pogotowia Ratunkowego w Słupsku. Trzy razy w tygodniu przed południem wyjeżdża z karetką pogotowia w teren.
- Jest normalnym pracownikiem – zapewnia Włodzimierz Rutkowski, kierownik Stacji Pogotowia Ratunkowego w Słupsku. – Gdyby nie on, nie miałbym kim obsadzić przedpołudniowej karetki. Większość lekarzy pracuje wtedy w szpitalach czy przychodniach, nie ma z kogo skompletować zespołu. Byłby naprawdę kłopot.
Doktor Władysław Przybył jest specjalistą chorób wewnętrznych, radiologii i radiodiagnostyki. Pracę zawodową rozpoczął już podczas studiów medycznych, na Wydział Lekarski przy Uniwersytecie Łódzkim dostał się w 1946 roku. Pracował Klinice Chorób Wewnętrznych w Łodzi, potem w Stacji Krwiodawstwa i łódzkim pogotowiu ratunkowym. Od stycznia 1978 r. pracuje w Dziale Pomocy Doraźnej w Ustce, prowadzonym przez Słupski Wojewódzki Szpital Zespolony, a ostatnio w zespole specjalistycznym w Ustce działającym w ramach słupskiej Stacji Pogotowia Ratunkowego.
Jakim pracownikiem jest 92-letni lekarz?
- Jego przydatność oceniła komisja lekarska przy Okręgowej Izbie lekarskiej w Gdańsku – opowiada Rutkowski. – Nie znalazła powodów, dla których nie miałby dalej pracować. Jest w pełni sprawny fizycznie i psychicznie, ma ogromne doświadczenie medyczne, dwie specjalizacje. I jest dyspozycyjny, swoją pracę wykonuje jak każdy inny lekarz. A dla nas to kolega z ogromnym taktem, kulturą, doświadczeniem, radzi sobie z pracą w pogotowiu bez zastrzeżeń.
- Nie palę, nie piję, codziennie spaceruję, dużo czytam – powiedział “Gazecie” doktor Przybył. – Wychowałem się w trudnych warunkach, pracowałem już na studiach, cały czas medycznie się dokształcam. Nie jestem może fizycznie sprawny jak młodsi koledzy, ale formę mam niezłą. Może to dobre geny, moja mama rąbała drewno, jak miała sto lat, a dożyła do stu pięciu.
- Nie ma dyskryminacji ze względu na wiek czy płeć – tłumaczy Roman Budziński, przewodniczący Okręgowej Izby Lekarskiej w Gdańsku. – Jeśli lekarz nie łamie prawa, jest sprawny, nie ma żadnych przeszkód, żeby pracował w swoim zawodzie po emeryturze. W krajach europejskich większość lekarzy pracuje, do kiedy może, to jest zupełnie naturalne, nikt nie traktuje tego jak ewenement. Lekarze to w ogóle grupa pracowników, która zawodowa jest czynna długo po przejściu na emeryturę. Jestem chirurgiem i sam przeżyłem sytuacje, w których doświadczenie starszych kolegów okazywało się nieocenione.
Reanimacja to wysiłek
Innego zdania jest Jerzy Karpiński, pomorski lekarz wojewódzki, wcześniej dyrektor Pogotowia Ratunkowego w Gdańsku.
- Duży szacunek i gratulacje dla pana doktora – mówi “Gazecie” Karpiński. – Jednak ustawa o ratownictwie medycznym określa bardzo konkretnie, kto może pracować w ratownictwie. Na pewno muszą to być osoby o dużej sprawności fizycznej i psychicznej, a nie ma co ukrywać że już po 50. roku życia spada wydolność człowieka. A pogotowie to wyjazdy na sygnale, w stresie, konieczność koncentracji i wysiłek, bo nieraz trzeba wbiec na czwarte piętro. A reanimacja? Reanimowanie pacjenta to ogromny wysiłek fizyczny nawet dla młodego mężczyzny, czy człowiek w podeszłym wieku ma taką wydolność? Na pewno pan doktor ma wiedzę i doświadczenie, byłoby jednak bezpieczniej, gdyby zmienił charakter pracy na spokojniejszy.
KOMENTARZ Krzysztofa Katki – SĘDZIWY LEKARZ I MŁOKOS KARPIŃSKI
Czy 92-letni Władysław Przybył nadaje się do pracy w pogotowiu ratunkowym? Moim zdaniem powinna o tym decydować jego sprawność potwierdzona przez badania lekarskie oraz wyniki pracy, a nie widzimisię lekarza wojewódzkiego.
Jak na razie pan Władysław nie utracił uprawnień do wykonywania zawodu. Po wypowiedziach Jerzego Karpińskiego mam natomiast wątpliwości, czy on właściwie pełni swoje obowiązki. Od lekarza wojewódzkiego bowiem wymagamy, aby dbał na co dzień, a nie od święta, o to, czy obsługuje nas właściwie dobrany personel medyczny. A urzędnicza machina pana Władysława nie wyłowiła i nie przeznaczyła na stracenie. Jerzy Karpiński dostrzegł go przypadkiem, gdy sędziwy lekarz został uhonorowany przez marszałka województwa. A mógł się pan Władysław nie wychylać, bo z tego tylko kłopoty.
Nie żebym się czepiał lekarza wojewódzkiego, w ostatnią sobotę skończył ledwie 55 lat i jeszcze wiele lat doświadczeń przed nim.
Więcej…link
niedziela, 1 kwietnia 2012
"Gazeta dla Lekarzy" ;-)
Powstała i mam nadzieję, że będzie się utrzymywała wbrew pobożnym życzeniom Molocha.
GdL
Mam w niej swoje "zdanie odrębne" ;-)))
GdL
Mam w niej swoje "zdanie odrębne" ;-)))
Subskrybuj:
Posty (Atom)


