wtorek, 13 lutego 2018

Niewierny "Tomasz"

Nie chce mi się dzisiaj pisać, więc załatwię temat "na lenia"

Po pierwsze, od samego początku sprawy Revol-Mackiewicz-Nanga Parbat myślę tak:


 Oczywiście, jestem totalnym laikiem w kwestii wspinaczek, gór, ekstremalnych wysiłków i potrzeby przełamywania swoich ograniczeń itd. itp, ale znam się na medycynie...Pisałam o tym co myślę od początku patrząc na sprawę zupełnie z boku i jednak z minimalnymi emocjami, bo mnie ten sport ani grzeje, ani ziębi.
 Potem pojawiły się inne głosy, niewiary, rzekłabym warunkowej:
 Jasne, że tak, historia jest nie tylko zawiła w wydaniu Revol, ale jest jeszcze takie "ale":


 Jak zauważyłam w pierwszym poście moje zdziwienie budził fakt niezwykłej wydolności fizycznej i odporności psychicznej Francuzki. Ok, raz...no raz może się coś takiego zdarzyć. Kwestia statystyki.
Ale dwa razy? W tych samych okolicznościach? Z takimi samymi objawami u obu alpinistów? Gdyby te dwa wydarzenia różniły się okolicznościami, objawami, etc. to pewnie bym to olała. W górach wiecznie ktoś ginie, a każdy, kto się tam wybiera doskonale wie na co się pisze i nie ma złudzeń co do tego, że ratunek może nigdy nie nadejść. Większość tych, których dopadła choroba wysokościowa do dziś znaczy drogę na Mount Everest czy na inny ze słynnych ośmiotysięczników i nikogo zbytnio to nie dziwi. Poza tym już wcześniej snuto rożne przypuszczenia i podejrzenia w przypadku śmierci Kukuczki, Rutkiewicz, oskarżano wspinaczy o błędy i nieudzielenie pomocy jak Bieleckiego. To chyba jest również nieodzowny element takich wypraw? Zapewne tak, skoro zarzuty prędzej czy później się pojawiają. Ja jednak mam to w nosie, patrzę pod innym kątem. A widzę to mniej więcej tak:
  Szczyt-8126 m. Miejsce pozostawienia Mackiewicza wg. Revol 7200 m. I-wsza relacja "odkryłam na szczycie, że Tomek cierpi na": a) ślepotę śnieżną, b) ma objawy choroby wysokościowej. Odpowiedz mi JAK zatem drobna Revol sprowadziła sporo wyższego i cięższego Mackiewicza do poziomu 7200? Zważywszy: 1) że jest to kilometr niżej 2) taka trasa zajmuje pi razy drzwi kilka-kilkanaście godzin marszu, 3) nie mieli dodatkowego tlenu (o ile w ogóle mieli jakikolwiek), a do namiotu nie potrafili po ciemku trafić (z relacji Revol) 4) choroba posuwała się (bo zwyczajnie musiała) u Mackiewicza z każdą minutą spędzoną w strefie śmierci. 5) Revol opowiada omamach wzrokowych i słuchowych jakich miała doznać (piła herbatę z nieznajomą osobą), co świadczyć jedynie może o pojawieniu się i u niej objawów choroby wysokościowej (które, jak mówi niżej na filmie prof. Ryn stanowią jeden z jej ostatnich jej etapów i rzadko kiedy w tym momencie alpiniści zachowują krytycyzm wobec tychże doznań), a mimo to zeszła z góry i sama uratowała skórę. Próbuję to sobie wyobrazić i w tym celu przejrzałam sporą ilość dokumentów z YT zawierających autentyczne materiały z wielu dramatycznych wspinaczek i powiem tak, nie widzę tego. Kompletnie mi wyobraźnia w tym momencie nie pracuje. No i to podobieństwo objawów i okoliczności zaginięcia Minarika ścinają z nóg. Urwana lina, upadek z wysokości czy do szczeliny lodowej cokolwiek, ale to samo słowo w słowo? Może przypadki chodzą parami. Nie wiem. Mam po prostu sporo wątpliwości, których nie umiem sobie wytłumaczyć na logikę (nawet uwzględniając wszystkie zmienne, jakie jestem w stanie podpiąć pod ten problem).
 Na logikę jednak to jest to sytuacja nieprawdopodobna, której udowodnić na niekorzyść alpinistki się nie da w 100% ani nawet w 50, ale też nie da się jej całkowicie wybronić, nawet przy pełnym zachwycie nad akcją ratunkową, jaką podjęli Polacy atakując Nanga Parbat w celu sprowadzenia na dół swoich kolegów.


 Może się mylę, ale będę się upierała przy swoim. To jest moja ocena sytuacji i absolutnie nie musi pokrywać się z rzeczywistością, aczkolwiek nie jestem chyba odosobniona w tych dywagacjach.
Moja przyjaciółka, mgr psychologii, która interesuje się zaburzeniami osobowości, podziela mój pogląd po obejrzeniu wywiadów z alpinistką. I nie tylko ona. Może dlatego, że pociągają nas takie historie, a może dlatego, że kłamstwo jest czasami zbyt oczywiste...a może dlatego, że Revol kompletnie nas nie oczarowuje ani nie przekonuje? Ale to już nie jest moja/nasza wina...Natomiast jedno jest pewne, jest osobą przyciągającą uwagę i na swój sposób fascynującą. I może stanowić swoisty dowód na to, że tak ekstremalne sporty oraz ta zachłanność na przekraczanie granic i zdobywanie szczytów wiąże się nie tylko z uzależnieniem od dopaminy, ale stanowi ekwiwalent skrajnego odstępstwa od ogólnie przyjętej normy? Ale to tkwi w sumie w każdym z nas, tylko przejawia się w różnych zachowaniach i pasjach. Jedno jest pewne, na pewno będę śledzić dalsze losy Eli. Z wielu względów. Nie tylko po to, aby się przekonać czy pójdzie kolejny raz w góry, bo jeśli nie straci rąk i nóg, to zrobi to na 100%. Jestem ciekawa, czy jeszcze ktoś idąc z nią na szczyt zginie w tych samych lub podobnych okolicznościach i czy ktoś  się odważy. Ale nie dlatego, że Revol go np. ukatrupi, ale dlatego, że może się bać, że nie dotrzyma jej kroku. Z drugiej strony nie chcę być wobec niej niesprawiedliwa i chciałabym znaleźć coś, co wpłynie na zmianę moich odczuć.


 Poniższy film to autentyczny zapis wejścia i zejścia z Mount Everest. Co w nim zwraca uwagę to reakcja wspinaczy na śmierć i niemożność udzielenia pomocy. Każdy reaguje inaczej, każdy inaczej przeżywa tragedię, ale u E.Revol tego się nie czuje, jest jakby pozbawiona takich reakcji, skupiona na sobie i żyjąca we własnym świecie, rzekłabym wesołkowata, w sytuacjach raczej przygnębiających. Taka forma reakcji na stres? Czy próba zagłuszenia sumienia? A może po prostu pustka? 



A tak w ogóle, to mam jeden postulat. Może ktoś wreszcie nakręci jakiś fajny film o tym fascynującym gościu łażącym po górach bez wspomagania tlenem? Jerzy Kukuczka Nie dokument, nie klasyczny polski przemielony gniot, ale coś w hollywoodzkim stylu? Albo o jego Nemesis Ryszardzie Pawłowskim, który jest inną, równie fascynującą postacią i taką wersją Revol (zakładając wersję wybitnej odporności i nieprawdopodobnego pecha w stosunku do partnerów wspinaczkowych) w wydaniu męskim? Choćby po to, aby zweryfikować mit Jim'a Wickwire'a, którego Wikipedia pokazuje jako jedynego człowieka, który przetrwał samotnie noc na wysokości 8200 m, a przecież Pawłowski dokonał również niemożliwego przeżywając to samo, ale na wysokości 8500 m, bez odmrożeń i objawów choroby wysokościowej. Polacy zasłużyli swoimi wyczynami na poświęcenie im superprojekcji, które bez pudła przyciągnęłyby wielu ludzi do kin w swoim czasie...

wtorek, 2 stycznia 2018

Jest nas wiele...ale...


 Zgodnie z tytułem pozwolę sobie wymienić, zaczynając od najstarszych:

1) Zdzisław Maciej Rurarz (nieżyjący)→ córka Ewa

2) Stanisław Rurarz (nieżyjący)→ dzieci: Radosław, Grażyna, Lilianna, Zbyszek, Ewa, Izabella, Adrianna
3) Alina Borkowska z d.Rurarz (nieżyjąca)→ dzieci: Olga (zmarła). Dariusz

4) Krystyna Jadwiga Rurarz-Miszczak (żyjąca) → dzieci: Monika i Jowita

 Jak widać na załączonym obrazku rodzeństwa ciotecznego (żyjących) jest 11 osób (nie liczę seniorki). Jest w czym przebierać i wybierać. Zwłaszcza, że większość jest zamężna lub żonata i praktycznie każda z tych osób posiada już dorosłe dzieci, co powoduje, że mamy już prawdziwy tłum krewniaków z linii Rurarzy, prawda?
 Dokładnie nie jestem w stanie wymienić, ale...
-Ewka (najstarsza 62-letnia córka Zdzisława) ma dwie córki, Grażyna trójkę dzieci, Lilka syna, Zbyszek trójkę, Ewa jedno dziecko, Iza pięcioro, Ada dwóch synów, Olga miała trzy córki, Dariusz ma syna, ja trójkę dzieci.
Summa summarum najmłodsze kuzynostwo w III linii to ekipa składająca się z 24 osób (jeśli kogoś pominęłam to sorry). Dodajmy, że najstarsi z wymienionej linii również posiadają potomstwo. Co prawda to jeszcze krasnale, ale są i nie można ich pominąć...

 Najmarniej jednak licząc (bez krasnali) 11+24 = 35+1=36

Zagadka:
- Ile osób z tego grona dzisiaj zna najstarsza z wymienionych w II linii? Z iloma się spotkała w czasie swoich ostatnio licznych podróży do kraju? Z iloma utrzymuje kontakt?

Odpowiedź:
Wyłącznie z jedną osobą.

Dlaczego?:
Brak pełnych/wiarygodnych danych.

Dlaczego tylko ona?
A dlaczego nie?
W końcu gdzieś trzeba zacząć zadawać pytania.

Do przemyślenia również dla pozostałych. W kwestii ogólnej. Ktoś może powinien wyciągnąć rękę? Piszę do tych starszych ode mnie, oczywiście...

fot. Bolesław Borowiecki

Zdanie odrębne:
Eva, Livia, Bella...
You don’t know shit about Poland and the family. You get your information from a shitty source, while living an illusion of the sick minds. One, who is already gone and second, who’s been manipulating you for years. You let anyone to just keep fucking with you like a bunch of idiots who can’t even draw their own conclusions based on experience and direct verifcation. You’ll die ignorant?  Just like your parents and grandparents. Deceived and ridiculed by some greedy peasants.
For shame...

Reasumując: mądrzy ludzie wyciągają własne wnioski nie opierają się na cudzych opiniach. Chyba, że jest im tak wygodnie i nie chodzi o prawdę ale o życie w wyimaginowanej rzeczywistości pełnej wyssanych z palca oskarżeń i pomówień pod adresem reszty (rodziny), których można się domyślać na podstawie przesłanek zewnętrznych i autopsji, a które nie mają najmniejszego pokrycia w rzeczywistości. Nic na to nie poradzimy. Komuna i Stan Wojenny odebrały nam zbyt wiele możliwości. Dzisiejszy otwarty świat zmienia okoliczności, ale jak widać nie zmienia ludzi tkwiących w swoich ograniczeniach. Mówiąc kolokwialnie: nie wiem jak trzeba być tępym, aby nie wyjść przed orkiestrę (grającą od 37 lat tę samą fałszywą melodię) i nie dążyć do poznania. To ciekawość pcha ludzi do rozwoju. Gdyby nie ona do dziś tkwilibyśmy w jaskiniach. Ludzie pozbawieni ciekawości to jednostki mało inteligentne, bardzo ograniczone i mimo-dajmy na to-licznych wojaży po świecie niewyciągające żadnej nauki z tego co widzą. Nie mieści mi się to w głowie w gruncie rzeczy i aż nie chcę ryzykować stwierdzenia, że ciągnie swój do swego, ale chyba muszę. Jeśli wasze zdanie jest sformułowane bez znajomości źródeł, to jak pisałam, g...wiecie. I niestety tę prawdę znamy wszyscy. My wszyscy. Pamiętajcie, każdy sąd na świecie dopuszcza zdanie oskarżenia i obrońcy. Każdy sąd na świecie wysłuchuje obu stron. Każdy sąd na świecie waży dowody i weryfikuje materiały. Każdy sąd ma w sobie więcej moralności i mądrości, od ludzi niedopuszczających do siebie zdania i głosu większości. A wy osądzacie. Nie wiem jakim prawem, bo nikt wam go nie dał, ale tak się właśnie dzieje. Staliście się sędziami nas wszystkich. Osądzacie, dzielicie i wybieracie. I robicie to w oparciu o bajki jednostki niezdolnej niczego stworzyć (w pełnym tego słowa znaczeniu) przez całe swoje życie, jednostki niemającej ŻADNEGO prawa wyrażać jakichkolwiek opinii pod czyimkolwiek adresem w tej rodzinie, jednostki z którą się prowadzacie i z ust której spijacie "prawdy objawione". KAŻDY ww., poza tą konkretną osobą, poradził sobie w życiu koncertowo. Sam, bez wsparcia i dotacji w dolarach. Nawet ci, których skreślano i odsądzano od czci i wiary. KAŻDY mógłby powiedzieć i napisać to samo co ja, ale większość machnęła ręką i uniosła się honorem. A ja mam na to WYWALONE. Ani myślę milczeć i udawać. I nie będę, bo nikt nie zasłużył na takie traktowanie, omijanie i ignorowanie. Dlatego nie dam wam o sobie zapomnieć. Będziecie się o mnie potykać w Internecie na każdym kroku (również po angielsku). Będę pisać, tagować i komentować. Obiecuję wam to solennie. I musicie wiedzieć, że nikt nie ma na mnie wpływu (i nigdy nie miał). Nikt mnie nie zatrzyma (nawet seniorka). Nigdy nie zgodzę się i nie zaakceptuję tego, czego się domyślam, a czego nie napiszę publicznie, nie ze względu na was, ale ze względu na całą rodzinę. W tym konkretnym przypadku przyświecające mi motto nie działa. Macie oczywiście szansę zmienić nastawienie (swoje i moje - zwłaszcza jeśli się mylę w jakimś zakresie, jednak musiałabym najpierw o tym wiedzieć). Każdy was przyjmie jak rodzinę. Zaryzykuję to stwierdzenie bez obaw i bez konsultacji, bo to już nie te czasy...Nie jesteśmy waszymi "ubogimi krewnymi", czekającymi na datki więźniami Komuny. Nie jesteśmy też bandą naiwnych idiotów mających zamknięte oczy i nieumiejących dostrzec litanii kłamstw jakie nas otaczają. Zakonotujcie to sobie i zaryzykujcie. Nic nie tracicie, a sporo możecie zyskać (choć oczywiście mogę się mylić, ale tego też nie wiecie). Młodsze pokolenie (Livia a zwłaszcza Bella, tudzież cała III linia) może mieć tę sytuację w głębokim poważaniu, to są obywatele świata, dla których nie ma barier nie do przejścia. Żyją własnym życiem, niezależni ale również tkwią w błędzie utrwalanym i powielanym przez lata. Mają prawo wiedzieć i mają prawo mieć/znać rodzinę. Po prostu. Mają też prawo do własnych, indywidualnych decyzji opartych na doświadczeniu i wiedzy. Nie na cudzym zdaniu. Nigdy na cudzym zdaniu. Moim, twoim, czy jego. Zwłaszcza jego (bo ją już trudno rozliczać, jest poza zasięgiem...i w sumie... przeprosiła zanim odeszła). Nigdy nie możesz być pewna ani ty, ani one co kryje się za kolejnym zakrętem...Ale zawsze możesz sprawdzić. Nie bądź "chicken". Zapraszam do siebie w każdej chwili. Nie boję się żadnej konfrontacji. Ani z tobą, ani z nikim innym. Nie mam "nic za uszami" i nie sądzę aby ktokolwiek miał, poza tym, (lub tymi) któremu byłoby to nie na rękę, abyśmy się kiedykolwiek spotkały/li twarzą w twarz. Nie dostrzegasz tej pilnie kontrolowanej zależności? Uważasz, że jesteś jednostką niezależną i autonomiczną? W gruncie rzeczy jest to bull shit. Jesteś totalnie podporządkowana i zmanipulowana. 
Franciszek Rurarz
Kazimiera Janina Rurarz



poniedziałek, 1 stycznia 2018

Katyń

SOVIETS MURDER THE TRUTH IN
MEMORIAL TO KATYN MASSACRE (1/7/1988)
By Zdzislaw M. Rurarz Mr.
Rurarz was former Polish ambassador to Japan.
He was granted political asylum in the U.S. in 1981.
(From The Wall Street Journal, 6 January 1989, p. A10:3)

jeune-nation.com
 Anyone who believes glasnost has opened the way for truth in the Soviet Union should be disabused of his opinion by a new Soviet lie that almost outclasses even the lies of the Stalin era. On Nov. 6, Izvestia reported that the Soviet government plans to erect a memorial at Katyn, in Russia, where ``Polish officers together with Soviet prisoners ... were shot by the fascists in 1943 as our army approached.'' Moscow World Service confirmed the memorial plans, saying the slaughter took place ``during the offensive of Soviet troops in 1943.'' These reports have the audacity to attach new dates to an atrocity that has never been acknowledged by its perpetrators: the massacre of 4,134 Polish officers taken prisoner by the Red Army. Many people in the West are unaware that the massacre ever took place. Poland was attacked by Germany on Sept. 1, 1939, and on Sept. 17 by the Red Army, which took about 200,000 Polish troops prisoner, even though Poland had not declared war on the Soviet Union. Among the POWs were 15,000 army officers and state functionaries. Most of them were interned in three POW camps at Kozielsk, Starobielsk and Ostashkov, in the western part of the Soviet Union. They were permitted to write to their relatives in German-occupied Poland, but in April 1940, all such letters abruptly ceased. When Polish-Soviet diplomatic relations were re-established in July 1941, and the Soviets agreed to form the Polish army on their territory, almost no officers could be found among the freed Polish POWs. Asked what had happened to them, Stalin told the Poles that perhaps they had escaped to Manchuria! On April 13, 1943, German radio reported the discovery in the Katyn forests near Smolensk of mass graves containing the bodies of Polish officers who the Germans said were killed by the Soviets in the spring of 1940. In response, the Soviets turned the tables and accused the Germans of the crime, suddenly ``remembering'' that while retreating from the Germans they had left behind the Polish officers, who, they said, were then caught by the Germans and shot ``in the fall of 1941.'' When the Polish government-in-exile in London asked the International Red Cross to investigate, the Soviet Union broke diplomatic relations with the exiles and objected to any investigation. Britain and the U.S. took the Soviet side in the issue. But other international experts, including the one from neutral Switzerland, as well as the Polish Red Cross, established beyond any doubt the time of the execution -- between April 4 and May 13, 1940. Evidence found in the pockets of the victims -- such as diaries, unsent letters and Soviet newspapers -- and forensic tests confirmed the date. In all, 4,143 bodies were positively identified. The Soviets recaptured Katyn on Sept. 25, 1943, and formed a commission to ``investigate the crime.'' On Jan. 24, 1944, the commission issued a statement, again blaming the Germans. Soviet forensic experts again ruled that the execution had taken place ``in the fall of 1941.'' Later, during the Nuremberg trial, the Soviets attempted to accuse the Germans of this crime but were unsuccessful in proving it and the case was dropped. On Dec. 22, 1952, the U.S. Congress, following an investigation by its Select Committee on the Katyn Forest Massacre, unanimously ruled that it was the Soviets who were guilty. Last year, in the National Archives, I found wartime photographs -- covering the period Sept. 26, 1943, to June 10, 1944 -- taken by German reconnaissance aircraft of the Smolensk-Katyn area after it was recaptured by the Red Army. The photos leave no doubt the cemetery at Katyn -- as it was left by the Germans -- had been destroyed. The Germans had marked six mass graves in the shape of squares and put up crosses. Since World War II the Katyn massacre slipped into near-oblivion, except in Poland. But it has resurfaced as a result of a joint declaration by Mikhail Gorbachev and Polish leader Gen. Wojciech Jaruzelski in April 21, 1987. The two agreed that ``blank spots'' is Soviet-Polish relations would be removed. Although the Soviets committed many crimes against the Poles during and after World War II, Katyn remains high on the agenda, and the joint Soviet-Polish commission of historians has addressed it. The Polish side has no doubt who is guilty, but the Soviets keep repeating the old claim to have ``no evidence to the contrary'' in their archives. The issue remains deadlocked. Meanwhile, the Katyn cemetery has been opened to the public -- and the Germans are still blamed for the crime. However, the Soviets have added a twist: They now claim about 500 Soviet POWs perished with the Polish officers. If that weren't enough, on Nov. 6, Soviet officials announced a ``new'' date of the massacre, putting it in 1943, although no details concerning the month are mentioned. This new and ridiculous story is a bad omen, and not only for Soviet-Polish relations: The U.S. agreed Tuesday to a Soviet proposal that a human-rights conference be held in Moscow in 1991. Mr. Gorbachev has very much wanted the rights talks, and such a meeting would represent a significant achievement for him. U.S. officials say they had observed broad improvements in the Soviets' handling of human rights. But even if under glasnost the Soviets cannot admit the truth, and instead produce new lies, can their assertions on human rights be trusted? Is it possible that by not admitting old crimes the Soviet Union is posed to commit new ones? We must be vigilant when we can see such things actually unfolding before our eyes.

 Ponieważ temat Katynia ciągle wraca, to wrzucam kopię artykułu w wersji oryginalnej aby zachował się dla potomnych ;)

Wallenberg – A katyini tragédia utolsó áldozata

Amerykański system ochrony świadków?

 Miałam to przed oczami od samego początku. Dziwiło mnie i intrygowało, ale dopiero jedno zdanie spowodowało, że się zreflektowałam (jak dobrze mieć w domu specjalistę).
Wszystko to teoretyzowanie, ale od czego ma się bloga? Od teoretyzowania i pisania sobie do "szuflady"
  Zacznę może od sprawy Kuklińskiego i doniesień medialnych na temat śmierci jego synów. Albo inaczej, od pytania, czy rzeczywiście do niej doszło, czy może panowie żyją ze zmienioną tożsamością? Nie wiadomo, ale wiadomo, że tak działa amerykański system ochrony świadków i ważnych osób, którym rodzina pułkownika była na pewno objęta. Gdyby założyć, że Ruscy zdjęli całą ekipę na terenie USA należałoby również uznać wybitną nieudolność służb specjalnych i wyjątkową odporność psychiczną Kuklińskiego, który niekoniecznie wyglądał na przybitego sytuacją (ciężką dla rodzica i w wielu przypadkach nie do przejścia).
  To samo mogło dotyczyć mojego wujka.
Jak pisałam wyżej, na początku nie dostrzegłam mechanizmu, ale zwróciłam uwagę na demografię. W pierwszym momencie uznałam to za kuriozum i dowód na kiepską kondycję finansową. Kiedy wyraziłam swoją opinię mąż zwrócił mi uwagę na inny aspekt, a ponowne przejrzenie dostępnych w sieci zdjęć okazało się kompatybilne z wnioskami.
  Przypadek? Nie sądzę.
Ponieważ opisywany krewny nie żyje od 11 lat i system przestał go dotyczyć, a wszystkie dane znajdują się w chwili obecnej w Internecie to mogę sobie pozwolić na prywatną analizę. Może na wyrost, ale jak pisałam wyżej, nie sądzę.
  Spójrzmy na temat tak:
Zza Żelaznej Kurtyny ucieka ambasador. Profesor ekonomii, doradca Gierka, znajomy Prezydenta Busha z czasów Korei i ONZ, człowiek wykształcony również przez Moskwę, piszący list otwarty do Jaruzelskiego, występujący przed Kongresem (przed którym przyznał się, że wiedział o przygotowaniach do Stanu Wojennego na 9 m-cy przed jego ogłoszeniem!), który niekoniecznie się ukrywa, ponieważ prowadzi w tym okresie również szereg odczytów i prelekcji dla Polonii, oraz idzie na współpracę z CIA, a o którym komunistyczne władze pisały:
"Informacje przekazane przez Z. Rurarza przedstawicielom władz japońskich, a następnie amerykańskim służbom specjalnym, jego wypowiedzi w Kongresie USA oraz w czasie spotkań w ośrodkach antypolskich, wystąpienia radiowo-telewizyjne i wywiady prasowe przynoszą niepowetowane szkody polityczne i gospodarcze, godzą w najbardziej żywotne interesy PRL, w tym w zakresie obronności i bezpieczeństwa państwa”

Zdzisław Rurarz o Lechu Wałęsie
 Czy taka osoba pozbawiona była w USA ochrony (był jednak dość cenny)? Te wątpliwości w pewnym stopniu rozwiewa pierwotne miejsce zamieszkania mojego wujka (i całej jego rodziny jak się okazuje).
  Pytanie:
Gdzie zostałby umieszczony ciemnowłosy biały mężczyzna? Wśród białych mieszkańców USA?
Nie. Bo niczym nie będzie się wśród nich wyróżniał. Ale ulokowanie takiej osoby w dzielnicy zamieszkałej przez ok. 11% białych, gdzie 89% pozostałych to Afroamerykanie i Latynosi jest genialnie prostym posunięciem. Każdy inny/obcy biały świeci się w takim otoczeniu jak lustro jelenia do odstrzału a jakikolwiek ruch w okolicy momentalnie jest zauważony przez mieszkańców.

Front domu w zabudowie typowej dla biednej dzielnicy

  Prostym i tanim, bo lokale w slumsach w otoczeniu biedoty nie są nadmiernie kosztowne (a przynajmniej w latach 80-tych nie były). Ale wspomniane lokum nie było takie zwyczajne jak się na pierwszy rzut oka wydawało...
Osoba umieszczająca zdjęcia w sieci zapewne nie brała pod uwagę moich zapędów detektywistycznych i potrzeby zrozumienia zjawisk związanych z moją rodziną i beztrosko wrzuciła materiały dotyczące mieszkania do Internetu (z drugiej strony dziś to nie ma już znaczenia). Znalezienie adresu nie było trudne, bo Amerykanie już tak mają, że w zasadzie każdą istotną informację można odnaleźć w kilka minut (jak ktoś ma imperatyw i jest ciekawy, lub ciekawski). E voila!:

Widok z okna sypialni, brak zabudowy po sąsiedzku, swobodne wejście na teren działki

Widok na dom z równoległej ulicy, po prawej widoczna furtka wejściowa na teren lokum


Widok z wnętrza podwórka


  Co widzimy na zdjęciach?
Obskurny szeregowy dom na terenie Filadelfii. Jak pisałam wyżej, w dzielnicy zamieszkałej w przeważającej większości przez osoby o ciemniej/czarnej karnacji (jakieś 89% lokalsów). Ale sam dom już taki całkiem bezsensowny nie jest, jeśli będziemy chcieli np. znaleźć w nim coś dziwnego, a jak to często bywa dziwne jest banalne.
 Otóż...wystarczy zauważyć, że w całym tym ciągu szeregowców tylko ten rząd nie ma zabudowy na zapleczu.
W efekcie przez dom można przebiec na wylot. Wchodząc od ulicy dać dyla na tyły, lub od tyłu wpuścić do domu np. ochronę. A ochrona np. może sobie siedzieć w kolejnym tanim lokum vis-a-vis mając jak na dłoni widoczną sypialnię oraz wejście przez kuchnię Prawda?

Widok na jadalnię i kuchnię z drzwiami na tylne podwórze

  Ale w sumie nie tylko, bo dookoła tego szeregowca można swobodnie biegać, co przy tak ścisłej zabudowie jest bardzo wygodne:
Przejście od frontu prowadzące na tyły domu



  Czy zatem przypadkiem banita z wyrokiem śmierci wydanym przez Sąd Wojskowy za zdradę stanu zamieszkał w takiej okolicy z takim zapleczem logistycznym? Możliwe.
A możliwe, że tu nie było najmniejszego przypadku i zadziałał wspomniany system ochrony świadków.
  Historia mieszkania jest również ciekawa. Jakiś czas temu, już po śmierci wujka zimą 2007 r. (w 2008 r), zostało sprzedane za jakieś 18 500 USD. Przez kogo? Brak danych. Przestało być potrzebne zapewne. Czy było wówczas zamieszkane, czy pełniło funkcję biura też w zasadzie nie wiadomo. Ale wiadomo kto został jego nabywcą w 2015 roku płacąc już blisko 200 000 USD. Sentyment? Możliwe. W końcu spędzono w nim kawałek życia. Na pewno pieniądze odzyskane z kraju (rodzina zmarłego odzyskała część zagarniętego mienia) nie były w tym przypadku bez znaczenia (samemu nie można było pomarzyć, wolny zawód w USA pozwala na przetrwanie, ale zysków-w sensie kokosów- nie daje, jeśli nie ociera się o konkretne rzemiosło, takie jak medycyna lub prawo, a w tej rodzinie "dochodowy" zawsze był tylko jeden człowiek tak naprawdę) W każdym razie, aktualnie przebywa w nim pewna sympatyczna i całkiem niebrzydka amatorka gotowania i pieczenia ciast pracująca w przemyśle hotelarskim. Jedyna sprawiająca wrażenie osoby normalnej i niepretensjonalnej w odróżnieniu do pozostałych (niesympatycznych, nadętych i sztucznych) beneficjentka pamiątki i dóbr wypracowanych w zasadzie wyłącznie przez jednego bardzo mądrego i rzetelnego człowieka. Człowieka, któremu nikt do pięt nie dorósł i po którym nikt nie odziedziczył wybitnego talentu ani umysłu (niestety inteligencja dziedziczona jest cytoplazmatycznie, a więc po kądzieli, nie po mieczu), a który zaniedbał dwie bardzo ważne kwestie: dobre wychowanie (dla świętego spokoju poddając się naciskom i manipulacjom, bo jak sam mawiał, nie chciał tkwić między młotem, a kowadłem) razem z szacunkiem dla własnej rodziny. Ale to temat na inną rozprawkę...nie na dziś.


 Jeśli ktoś sądzi, że obskurna lokalizacja idzie w parze z obskurnym wnętrzem, to jest w błędzie.
Być może dzielnice takie jak ta podzielą los warszawskiej Pragi zdominowanej przez nowoczesne budownictwo i wszechobecne "plomby" oraz napływową wiejską i małomiejską społeczność?
Najwyraźniej zaczynają się robić modne i wygodne? W każdym razie nieatrakcyjny fronton kryje w sobie aktualnie bardzo przyjemne mieszkanie. Nie tylko przyjemne, ale i bezpieczne. Można z niego w każdej chwili ulotnić się, choćby przed nieproszonymi gośćmi, albo przed nielubianymi krewnymi ;) ...

 I nawet jeśli moje dywagacje mają jakieś zawieszenie w rzeczywistości, to dziś sprawa jest i tak nieaktualna, ale może dać podwaliny pod dalsze rozważania nad amerykańskim systemem ochrony świadków i pole do popisu dla wyobraźni pisarzy.
 Ale po Pieriestrojce w zasadzie powoli sytuacja uległa zmianie i można było odetchnąć, zmienić miejsce pobytu, "ucywilizować się"...



 Dla tych, którzy są ciekawi jak może wyglądać obecnie opisywany dom wewnątrz mam kilka zrzutów (a więc kopii zmodyfikowanych przeze mnie w dość dużym zakresie, żeby nie linkować) dla zaspokojenie tejże. Jednak samego adresu podawać nie będę, bo i po co? Jak ktoś będzie chciał sam sobie znajdzie w Internecie. Dziś wszystko można tam odnaleźć.








Prawda, że to ciekawa historia?
PS.
Przez piwnicę też można by zwiać... ;)

MAN IN THE NEWS

TWO POLISH DEFECTORS ONE YEAR LATER

Former Polish insider warns US to take Soviet threat seriously