niedziela, 25 września 2016

No pasaran!



To nasz kraj i kiedyś go odzyskamy z rąk oszołomów...

#czarnyprotest


Nie zgadzam się na zaostrzenie ustawy aborcyjnej w myśl projektu przedłożonego przez mizoginistów z Ordo Iuris. Nie zgadzam się aby garstka polityków decydowała za 38-milionowe społeczeństwo jak ma żyć i jakim prawdom hołdować. Nie zgadzam się na ingerencję w wolność sumienia i w wolność wyznania. Nie zgadzam się na odebranie prawa wyboru kobietom i ich partnerom w sprawach dotyczących ich życia i ich przyszłości. Nie zgadzam się na morderstwa dokonywane na kobietach poczętych!!! Nie zgadzam się na to, aby w XXI wieku ludzie byli zmuszeni do przeżywania traumy narodzin dzieci kalekich i z wadami letalnymi, niezdolnych do życia, ale zdolnych do cierpienia poza łonem matki. Nie zgadzam się i nigdy się nie zgodzę, a osoby uzurpujące sobie prawo do decydowania za innych uważam za ludzi grzeszących jednym z najcięższych grzechów głównych jakim jest PYCHA. Nikt nikomu na tej Ziemi nie dał prawa do bycia sędzią i nie zezwolił na ferowanie wyroków boskich. Od tego jest tylko
i wyłącznie Bóg, który według Pisma Świętego osądzi ludzi na Sądzie Ostatecznym. Jeśli ktoś wierzy w Boga, wierzy również boski wymiar sprawiedliwości. Wobec tego popełnia grzech ciężki wchodząc w rolę mu nie naznaczoną. Każdy niech postępuje
 w zgodzie z własnym sumieniem, wiarą bądź niewiarą. Sądy nad naszymi sumieniami zostawmy Istocie Wyższej. Na Ziemi prawem niech będzie wola większości wyrażona w formie referendum, a nie ustawy spłodzonej przez garstkę niedouczonych i ciemnych jak tabaka w rogu politykierów.

Wady letalne płodów.

wtorek, 31 maja 2016

Stand up and fight...

"Ty to masz szczęście do ciekawych przypadków..."

 Kilka dni temu, kumpel chirurg, ordynator oddziału po kolejnym "ciekawym przypadku", który mu podesłałam stwierdził, że ja to mam szczęście od kiedy pamięta.
No mam ;)
 Dookoła mnie same "ciekawe przypadki" nie tylko w sensie czysto zawodowym 3:)

Z psychiatrią oko w oko.


Na IV roku studiów miałam zajęcia z psychiatrii w Katedrze i Klinice Psychiatrycznej I Wydziału Lekarskiego u pana profesora W. Szelenbergera.
 Do dziś wspominam ten blok zajęć, ponieważ psychiatria i meandry ludzkiej psychiki potrafią zrobić wrażenie na studencie medycyny niezależnie od wszystkiego.
Wyobraźcie sobie...stare, carskie, grube mury, ponura, rzekłabym mroczna atmosfera, ogromne okna ze szprosami i te piekielne przysłowiowe drzwi bez klamek...coś niesamowitego.
Po przekroczeniu tychże drzwi otwieranych oczywiście od środka przez pielęgniarki rozpościerał swoje podwoje zupełnie inny świat. W świecie tym koegzystowali ze sobą przeróżni chorzy z najbardziej wymyślnymi objawami wytwórczymi, które doprowadzały nas niejednokrotnie do śmiechu, a czasem przerażały a lekarze często nabywali niekonwencjonalnych zachowań, które wynikały prawdopodobnie ze stałego przebywania w alternatywnym świecie ludzi o odmiennym postrzeganiu otaczającej rzeczywistości.
Jakkolwiek by jednak na to nie patrzeć wariaci (mówiąc kolokwialnie) mnie kochali. Nawet najbardziej agresywni przedstawiciele, w oczach których można było dostrzec potrzebę mordu potrafili zapanować nad swoją agresją i mimo, że zdarzało się, że kogoś uderzyli bądź zelżyli mnie to jakoś totalnie omijało. Dzięki temu udało mi się wchodzić bez problemu w świat ich wyobrażeń i wizji i przyznam, że było coś pociągającego w tej dziedzinie, w której fantazja, omamy i rzeczywistość mieszały się między sobą jak w tyglu.

 Pacjentka, którą dostałam pod opiekę i którą miałam opisać należała do osób niezwykle agresywnych, cierpiących na manię prześladowczą z objawami wytwórczymi. Potrafiła wyrzucać przez okno z II piętra na chodnik doniczki z kwiatami i słoiki z ogórkami. Cud, że nie zabiła nikogo mimo, że jej działania były zaplanowane na efekt.
 Kiedy z nią prowadziłam dialog wyglądał zawsze tak samo. Zaczynała odpowiadać spokojnie, potem coraz szybciej, wreszcie unosiła się nad krzesełkiem patrząc na mnie przenikliwie i zaciskając usta w wąską kreskę, potem zaciskała pięści i...nic, siadała spokojnie i czekała na kolejne pytanie.
 Dzięki temu, że udało mi się wydobyć z niej wszystkie objawy i wszystkie wizje napisałam bodaj najlepszą epikryzę i w czasie egzaminu dostałam od Pana Profesora propozycję pozostania w Klinice po zakończeniu studiów ("Sentinel" też w tym trochę pomagał ;) ...). Było to miłe i może gdyby mnie ta dziedzina bardziej pociągała nie odmówiłabym dalszego zagłębiania tajników ludzkiej psyche, ale....no cóż, nie chciałam być psychiatrą i nie widziałam się w tej profesji.

Katedra i Klinika Psychiatryczna I Wydziału Lekarskiego Warszawa
 Pracując później w pogotowiu miałam niejednokrotnie okazję przekonać się, że mój wpływ na chorych psychiatrycznych nie osłabł. Nawet jak który uprawiał "siekierezadę" i obciął matce ucho moje uszy oszczędzał, nawet jak rodzinę ganiał z młotkami i nożami rzeźnickimi, a policja stała za radiowozem nie chcąc wchodzić do domu "na rympał" to ze mną maszerował bez konieczności zakuwania w kajdanki, czy wiązania w kaftan. Kobiety, które bardzo często były agresywne i jak np. taka jedna młodociana potrafiły z kopa złamać nos lekarzowi ze mną dzieliły się kosmetykami i bez szemrania wsiadały do karetki, a dwumetrowy kolos, który "odwiedził" mnie w nocnej pomocy lekarskiej akurat wtedy, kiedy wszyscy wyjechali do wezwań i zostałam sama jak palec, tak się nade mną rozczulił, że zrobił mi kawę na palniku butli turystycznej zapakowanej razem z całym kuchennym regałem, toną ziemniaków oraz kilkoma fotelami z salonu na przyczepie traktora, którym się osobiście dostarczył w celu wywiezienia go do Pruszkowa (co prawda planował sam się tam wyekspediować owym traktorem, jednak po 10 km zrezygnował i zawrócił po profesjonalną wywózkę). Jakkolwiek by nie patrzeć mam szczęście do wariatów. Przyciągam ich jak magnes i może powinnam była rozważyć głębiej propozycję Profesora i podjąć to wyzwanie? Kto wie?


PS. Jednakowoż niektóre postaci mnie przerażają...